Rysunkowa skarbnica autorskich wierszydeł, rymowanek, zagadek i myśli do góry grzywką ... A czasem nie moich, ale wartych zatrzymania . Ilustrowane uśmiechy dla dzieci i nie tylko. Twórczy bałagan rozmaitości. Zapraszam!
Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Sinusoida

Zbieram się i zbieram, i nic z tego nie wychodzi. Chciałoby się popisać trochę, bo dużo się dzieje, ale za dużo się dzieje, żeby spokojnie popisać;) Parę nieskładnych strzępków przemyśleń więc tylko.

Wakacje minęły... Lato... Zaraz, jakie wakacje, jakie lato? Było coś takiego?? A, rzeczywiście, te parę razy, kiedy zdołałam wyjść na spacer (blisko) i udawało mi się nie zwymiotować po powąchaniu każdego mijanego człowieka, skrawka obsikanej trawy i zapachów ze sklepów spożywczych... No i może jeszcze te kilka popołudni spędzonych na hamaku na wsi u rodziców, rzucanie się na ich pyszne obiady i owoce na deser znoszone przez tatę wprost na brzuch ("To dla wnuka" :)). I te pełne dziękczynień poranki, kiedy udawało się nie zwrócić śniadania... Rzeczywiście, lato było w tym roku urocze:)

Odpoczęłam sobie przynajmniej. Fizycznie. Polegując co chwilę, bo słabo się robiło już po złożeniu dwóch ubrań z prania. Z jakąś... nie wiem... depresją?? Po początkowej euforii i modlitwie na klęczkach nad testem w łazience, z dnia na dzień - nie wiem, co się stało, ale kicha. Jeszcze tak w życiu nie miałam. I żebym chociaż miała powód! A tu nic, nie rozumiem do dziś. Hormony? Aż TAK??

Mimo wszystko nieustannie uważam, że ciąża to cud prawdziwy. Nosząc Zosię, ratowałam się litrami kiepskiej musztardy (tylko taka mi smakowała, sprawdzałam i porównywałam) i białym serem z pomidorami. Tym razem w mojej diecie bardziej się namieszało. Do góry nogami stanęło właściwie. Ja, która prawie żadnego dnia nie przeżyłam w spokoju bez batonika (kostki czekolady chociaż) i kawy po śniadaniu, teraz mijam obojętnie "słodkie półki" w markecie i nie tęsknię za kawą, nie czuję potrzeby, nie myślę o niej, zapominam, że jest. Czasem tylko parę łyków w wielkim kryzysie senności albo z wizytą u kogoś (czyli mega rzadko:)). Ja, która pomidory gryzłam jak jabłka, pochłaniając przez dobę ich tygodniowy zapas, teraz na samo słowo "pomidor" dostaję dreszczy obrzydzenia. To byłoby nie do uwierzenia, gdyby mi ktoś kiedyś o tym powiedział.

Za to pieprz, ostre przyprawy, ketchup o smaku ognia:) - mogę dodawać do jedzenia bez ograniczeń. I kapustę kiszoną, i ogórki. Wczoraj na przykład przyprawiałam mizerię. Przyprawiałam i przyprawiałam. Od pieprzu było już szaro, Jacka dusiło, a ja nadal czułam tylko odrobinę soli:)

To tyle z kulinariów. Teraz napawam się pracą, jest mi w ogóle wreszcie bosko i bezdolegliwościowo, jadę na adrenalinie zawodowego spełniania się, tym zachłanniej, że będzie to trwało najwyżej przez pierwsze półrocze, bo potem to już tylko zadyszka i czekanie na poród... Ludzie mówią mi, że świetnie wyglądam, a ja sama czuję się naprawdę pięknie, tak z przekonaniem pięknie i atrakcyjnie, bez względu na powiększający się w szaleńczym tempie bębenek:) W ogóle jakoś inaczej, swobodniej traktuję i przeżywam tę ciążę niż pierwszą donoszoną. Nie chucham aż tak na siebie i nie wystrzegam się pyłków na ulicy do przesady, maluję paznokcie i brykam z Zosią, mam większy dystans i ufność, że większość zależy od Boga i On to po swojemu dobrze poprowadzi. Myślę, że pomaga mi świadomość, że Zosia już JEST i daje tyle radości, i trwa jakoś blisko, i opieka nad nią daje poczucie spełnienia, cokolwiek by się działo.

W pracy jest mi dobrze i spokojnie. Dbają o mnie na każdym kroku, nie pozwalają się przemęczać (na ile można się nie przemęczać wśród gromadki kilkulatków:)), pomagają nauczyciele, sprzątaczki, co uważniejszy rodzic... Bajka. I grupa trafiła się w tym roku wyjątkowo, niesamowicie, szokująco spokojna - co do osoby. Jakby spełnienie marzeń ciężarnej wychowawczyni;) No bajka, bajka.

Zosia też ma w brzuszku dzidzię. Tak twierdzi. Jest ogromnie przejęta perspektywą posiadania maleństwa "na zawsze" :) Do łask wrócił wózek dla lalek, gwiazdkowy prezent, który już zaczynał kurzyć się w kącie. Teraz służy do intensywnych macierzyńskich wprawek na kotkach i konikach. W modlitwach powraca motyw dziękowania za dzidziusia. Nie ma też dnia, żeby Z. nie przypomniała komuś (lub mnie samej), że "maminka nie może dźwigać, bo ma bDuszku dzidziusia". Gdy w najgorszym okresie pierwszego trymestru leżałam bez ochoty do życia i oddychania, rozumiała to i przychodziła wspierać dobrym słówkiem albo mizianiem po włosach. Nie wiedziałam, czy beczeć z beznadziei emocjonalno-hormonalnej, czy ze wzruszenia:)

Fajnie mam. Łaska wiary, wspólnota, rodzina, praca, bliscy ludzie, codzienny chleb. Jest za co dziękować.

Parę "cudów z Góry":

Termin porodu wyznaczono nam na 26 lutego. Pierwszą ciążę straciliśmy... kto zgadnie? 26 lutego!!! Kiedyś... Traktuję to jak osobiste przytulenie od Boga i przepiękną formę wynagrodzenia nam wierności Mu. Mam gdzieś, czy to herezja, tak czuję.

Jedną z zalet NPR-u jest możliwość upewnienia się co do daty poczęcia. Maleństwo, które teraz sobie we mnie rośnie, poczęło się... w Dzień Dziecka!...

...a w Dzień Ojca Jacek miał już pewność, że zostanie ojcem - kolejny raz:) (Zrobiłam test kilka dni przed i myślałam, że pęknę z niecierpliwości, radości i milczenia, czekając 3,5 godziny na jego powrót z pracy). Abstrahując nieco, trzeba było dopiero przestać spinać się i zaglądać w kartę, żeby się wreszcie udało:) Polecam, bo takie "wyluzowanie" zadziałało u nas od pierwszego razu - po miesiącach śledzenia cyklu i smętnych nastrojów przy kolejnych miesiączkach:)

test

 

W dniu, w którym miałam pewność, że Bóg nam pobłogosławił, koleżanka oznajmiła mi szeptem, że spodziewa się dziecka - po latach czekania i modlitw. Ponieważ jej pragnienie powierzaliśmy i my na modlitwach w zaciszu domu, ucieszyło mnie to szczególnie.

To tylko ułamek wszystkiego, co nas spotyka.

Tymczasem dobranoc, bo miało być krótko. Ekhm. :)

czwartek, 05 września 2013, justyna.szychowska

Polecane wpisy

Komentarze
2013/09/06 11:33:48
Hej hej dawno nie pisałaś, czekałam na wieści!
Miło wiedzieć, że nie tylko ja się męczę w ciąży ;)
To co napisałaś to nie żadna herezja, tylko naprawdę super znak, jak Bóg Was kocha. Fajnie że mimo wszystko dobrze się czujesz, że Zosia tak to przeżywa, normalnie coś pięknego :) Ja moich chłopaków dopiero muszę wtajemniczyć. Ale oni raczej się w ciążę nie będą bawić heh.
Miałam do Ciebie pisać i tak w jednej sprawie. Czy wiesz, co u Justyny Z, bo ja miałam kontakt ostatnio jak była w szpitalu, a potem komórka mi się zepsuła i nie wiem, co się dzieje :/ Maila do niej też nie mam. Jak możesz to napisz mi na rivulet@poczta.onet.pl
I nie wiem jak po moich notkach poznałaś, że jestem w ciąży ale ok :)
-
2013/09/07 17:44:29
No to obstawiam chłopaka ;). Dla mnie też słodkie moze nie istnieć. Ale taki już ogórek małosolny .... Mniam ...
-
2013/09/08 09:22:55
Hihi, Zosia też miała być chłopcem, bo uwielbiałam słone i odrzucało mnie na widok pączków;) A potem przyśniła mi się 2-3 letnia dziewczynka z kucyczkami... I teraz robię te kucyczki:) Zatem nawet nie próbuję zgadywać, chociaż Teściowa twierdzi, że wyglądam jej "na chłopaka" :)

Riv, już zamailowane, więc nie będę komentować tu:)